"Święte kości"
Michael Byrnes
Muszę się przyznać, że pierwszy raz o tym autorze słyszę, o książce również. Wcisnęła mi ją pani z biblioteki. Mimo wszystko postanowiłam ją przeczytać, skoro już jest u mnie.
Spodobała mi się bardzo okładka, szczególnie tło koloru zielonego :-)
Książka jest przedstawiania jako thriller religijny. Otóż cała zabawa zaczyna się, kiedy z grobowców znajdujących się pod Wzgórzem Świątynnym zostaje skradzione ossuarium. Ale dlaczego i po co ktoś miałby kraść skrzynkę z ludzkimi kośćmi?
Te właśnie kości, które według napisu miały należeć do Józefa z Arymatei, mogą należeć do Jezusa Chrystusa.
Kradzież ossuarium skutkuje zaostrzeniu się konfliktu dwóch państw - Izraela i Palestyny, a kości trafiły aż do Watykanu, pod skrzydła pani genetyk Charlotte.
Z każdą stroną książki Charlotte coraz bardziej zagłębia się w badania kości i odkrywa coraz to dziwniejsze fakty, których kompletnie się nie spodziewałam, autor wszystko zebrał spójnie i logicznie. Nie ma niedomówień, nie ma błędów (chociaż jeżeli by takie były ze strony genetyki, i tak bym nie wiedziała, bo się na tym nie znam).
Ale niestety, kości to nie jedyny problem pani genetyk - jest nim też nieco natrętny adorator - morderca.
M. Byrnes musiał dysponować naprawdę wielką, wielką wiedzą na przeróżne tematy, bowiem nie tylko genetyką i religią zajmuje się w tej książce, a i polityką czy stosunkami międzynarodowymi.
Co do końcówki jednak mam małe zastrzeżenia, uważam, że autor mógł je bardziej rozwinąć.
Cała książka na swój sposób, jest bardzo tajemnicza, nic nie jest podane na tacy, a wszystkiego musimy się domyślić. Możemy czasami czuć się zmyleni, możemy iść złym tropem, bo przecież nigdzie nie jest powiedziana prawda, jej możemy się jedynie domyślać...
Książkę łatwo i przyjemnie się czyta, jest napisana wprawną, utalentowaną ręką. Bardzo mi się podobała.
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz